Testy krwi kierowców na THC są bezsensowne, twierdzi badanie
- Testowanie kierowców na obecność THC jest wysoce problematyczne
- Wyniki badań wykazują, że prowadzenie samochodu podczas rozmowy przez zestaw głośnomówiący jest dwa razy bardziej niebezpieczne niż jazda pod wpływem marihuany
Jeden z największych klubów samochodowych w USA, AAA (Amerykańskie Stowarzyszenie Motoryzacyjne), ostro krytykuje ustawodawstwo związane z testami krwi kierowców na THC. "Te testy są bezsensowne i pozbawione jakichkolwiek podstaw naukowych". Komisja bezpieczeństwa klubu AAA postanowiła więc przeprowadzić własne badanie. Ich ostateczne stanowisko brzmi:
"Ustalenie wiarygodnej wartości progowej THC, psychoaktywnej molekuły konopi, która negatywnie wpływałaby na zdolność prowadzenia, za pomocą testów krwi jest niemożliwe."
Ustawy na przykład w stanach Waszyngton, Nevada, Kolorado, Montana, Ohio i Pensylwania skazują tych, którzy przekraczają określoną wartość ustawową, i uwalniają tych, u których zmierzono wartości poniżej. Rezultatem są nieprawidłowo skazani kierowcy, którzy podczas jazdy byli całkowicie trzeźwi i mieli tylko pozostałości THC we krwi, które mogą być pozostałościami z poprzedniego tygodnia.
Komisja bezpieczeństwa klubu AAA proponuje teraz, aby testy te zostały zastąpione wyspecjalizowaną policją drogową, która potrafi rozpoznać, czy kierowca jest negatywnie pod wpływem, czy nie, po uprzednim sprawdzeniu obecności THC w danym momencie, a nie we krwi. Policjanci powinni być w stanie określić stan kierowcy na podstawie wskaźników takich jak kolor języka, rozszerzenie źrenic i podejrzane zachowanie.
Marshall Doney, prezes i dyrektor generalny AAA, komentuje sytuację następująco: "Oczywiście istnieje zapotrzebowanie na zmianę prawa zarówno ze strony ustawodawców, jak i społeczeństwa. Mówi się głównie o wprowadzeniu praw, które byłyby podobne do tych stosowanych na przykład w przypadku jazdy pod wpływem alkoholu. Głównym problemem w obecnym podejściu do marihuany i prowadzenia jest to, że nie jest poparte żadnymi badaniami naukowymi."
Określenie z absolutną dokładnością, czy kierowca jest pod wpływem konopi w momencie kontroli, jest w tym przypadku znacznie trudniejsze niż w przypadku klasycznego alkoholu. Metoda testowania stosowana do określenia stanu po użyciu konopi po prostu nie działa. Na przykład kierowca może być całkowicie trzeźwy w momencie kontroli, a test i tak wyjdzie pozytywnie.

Pijany kontra "naćpany" kierowca
Obecnie nie ma dostępnych żadnych wyników badań, które wskazywałyby, jaka wartość THC we krwi jest wystarczająca, aby negatywnie wpłynąć na zdolność prowadzenia pojazdu. Kolejnym problemem jest to, że bardziej doświadczeni użytkownicy konopi mogą mieć znacznie wyższy poziom THC we krwi i jednocześnie funkcjonować za kierownicą w 100%, podczas gdy mniej doświadczony użytkownik może mieć poziom THC poniżej progu i nadal stanowić zagrożenie na drodze.
Ponadto, niektórzy kierowcy mogą być pod wpływem w momencie zatrzymania przez policję, ale aktywne THC może wyparować z krwi przed pobraniem próbki na komisariacie lub w szpitalu - cały proces zazwyczaj trwa dłużej niż dwie godziny.
Nie mówiąc już o tym, że niektórzy regularni użytkownicy mogą mieć stały poziom THC we krwi, mimo że są całkowicie trzeźwi.
"Obecne przepisy nie mają absolutnie żadnego sensu. Krótko mówiąc, aby być całkowicie pewnym, że przestrzega się prawa, nie należałoby w ogóle palić konopi lub nigdy nie siadać za kierownicę." mówi Mark A. R. Kleiman, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, specjalizujący się w prawie narkotykowym i karnym. Kleiman sugeruje również, że zamiast nowego prawa, o którym mówi fundacja AAA, wystarczyłoby uczynić obecność THC we krwi wykroczeniem drogowym.
Jazda pod wpływem "marihuany"
Kleiman podkreśla, że niektóre dotychczasowe badania wskazują na około dwukrotne zwiększenie szans na wypadek dla kierowców pod wpływem konopi. Jednocześnie porównuje to ustalenie z faktem, że prowadzenie podczas rozmowy przez zestaw głośnomówiący zwiększa ryzyko wypadku czterokrotnie.
"Ryzyko jazdy pod wpływem konopi jest porównywalne z jazdą samochodem, w którym na tylnym siedzeniu płacze dziecko" opisuje Kleiman.
Jedynym wyjątkiem jest, według Kleimana, przypadek kierowcy będącego jednocześnie pod wpływem konopi i alkoholu. W takim przypadku ryzyko znacząco się mnoży, ponieważ kombinacja tych dwóch substancji znacząco zmniejsza zdolność prowadzenia.
